TOP 10 rzeczy, których nigdy nie kupuj artyście

Poprzedni post (kto nie czytał – ten koniecznie zagląda: TUTAJ),  traktujący o najlepszych pomysłach, by ucieszyć tych twórczo zdolnych był, delikatnie mówiąc – niezupełny. Albowiem, wśród przedstawionych i niewątpliwie genialnych 10 punktów, jakie przedstawiłem, możecie natknąć się na niewybaczalne, i często śmiertelnie obraźliwe pułapki. Na szczęście macie mnie, a ja w swej dobroci, opowiem Wam o tym, czego unikać, jak ognia.
Czego zatem absolutnie nie dawać w darze artystom?

  1. Ołówki, kredki, markery i inne bajery.

O ile początkującym twórcom, takim, którzy jeszcze niczego nie stworzyli, możecie kupić cokolwiek w gminnym sklepie spożywczo-przemysłowym, tak tym, co mają na swoim koncie już nieco prac oraz istnieje uzasadnione przypuszczenie, iż mieli kontakt z dobrymi materiałami – zacznijcie poszukiwania prezentów od najwyższej półki.

Ostatnio czytałem zachwyty nastolatek, rysujących mangę, nad zestawami artystycznymi z Biedronki. Dla jasności – nie mam nic do mangi ani też do Biedronki, bo tam kupuję Inkę. Do nastolatek też nie. Ale zestawy artystyczne w marketach darujcie sobie na wstępie. Bo cóż tam jest? Trzy ołówki, dwie laski (!) węgla i gumka (!!!), wszystko No Name – Cena: 15 zeta. Bez grosza. Albo też wielka, piękna, drewniana skrzynia. No, może nie taka wielka.  A w środku: kilka pasteli, może z 15 kredek, jakieś farbki. A cena? 150 zeta. Chyba bez złotówki. Podobne zestawy oferują inne sieci marketów, w czym prym wiedzie Lidl. Taka świąteczna tradycja. Szczerze? W tej samej cenie kupię Wam identyczny zestaw, z tą różnicą, że znajdą się w nim markowe produkty. Tylko skrzynki drewnianej nie mam. Ale coś się wykombinuje. Idźcie od razu do najdroższego sklepu i kupcie cokolwiek.

2. Gumki, temperówki i dla pisarzy – stalówki.

Właśnie – gumki. Pamiętajcie, by kupować je w sklepach papierniczych, a nie w aptece.

3. Produkty płynące – życie ratujące.

Chrzanić ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Kupcie biedakowi porządną Whisky.

4. Słodycze, ciastka, golonka tłuściasta.

W zasadzie, to czy na pewno samą whisky nie da się przeżyć? Próbował ktoś? W końcu ma sporo kalorii…

5. Cieplutkie paputy i własne produkty

Byłem dziś w chińskim markecie. I wiecie co? Znalazłem tam kilka niezłych bajerów, które dla niektórych, na prezent, mogłyby być niezłym prezentem. Nawet dla siebie wyszukałem kilka cudeniek, ale wcześniej mijałem Zarę i… sami rozumiecie. Do Chińca wszedłem już bez kasy.  Myślałem, że może wykpię się tanim prezentem dla znajomych, jednak, gdy na opakowaniach walą po oczach te wielkie chińskie szlaczki – dostaję jakiegoś paraliżu. Niektórzy z Was może powiedzą, że to jakieś rasistowskie uprzedzenie, ale wytłumaczę Wam to na przykładzie. Weźcie pierwszą z brzegu karmę dla psa czy kota. Jest w niej więcej mięsa niż w parówkach dla dzieci, a jednak mielibyście opory, by dać dziecku kocie żarcie. Mimo, że na zdrowie by Waszym pociechom wyszło.

Z tego powodu, wszystko, co hand made, cieszy się niepodważalnym szacunkiem. Ale błagam ja Was, jeśli komuś kupujecie coś ręcznie wykonanego, to miejcie na uwadze osoby, które tym, co wytwarzają, reprezentują jakiś poziom. W internecie jest zalew króliczków ręcznie szytych, łapaczy snów, skrzynek, albumów, stroików, ale na palcach jednej ręki można policzyć te wartościowe.

6. Kosmetyki, zapachy i główka sałaty

A propos Chińca. Mają mnóstwo perfum i kosmetyków. Jeśli tam kupujcie komuś podarunek – najpierw przetestujcie na muchach. Jeśli nie spuchną im oczy i nie wyrosną kolejne skrzydła – możecie zapakować, jednakże, polecam, gdy decydujecie się na zapach czy kosmetyk – niech w nazwie ma jakieś nazwisko.

7. Książki, e-booki – wypełniacze luki

Unikajcie klasyków. Nawet nie macie pojęcia, ile mam w domu wydań Małego Księcia…

8. Świeżak

Nie kupujcie świeżaka. Kupcie dwa.

9. Do restauracji bon, bo grozi zgon.

Dobry Jezu, byle nie do McBurgera…

10. Wasza obecność – największa szlachetność.

Powinienem tutaj post skończyć i napisać, że jest to wyjątek i dobrych ludzi nigdy dość, ale coś Wam opowiem.

Gdy chodziłem do technikum chemicznego, miałem dobrego kumpla. Takiego, przy którym słowa nie były potrzebne. Wszystko robiliśmy razem. W szkole, w weekendy, na wakacjach, nawet o swoje dziewczyny nie byliśmy zazdrośni. Tylko, że z czasem miałem wrażenie, że mój cień ma imię. Jeśli robiłem kanapkę – on mial taką samą, gdy czytałem książkę – słyszałem nad uchem: „zostaw stronę, jeszcze nie skończyłem”. Gdy kładłem się do łóżka, sprawdzałem, czy nie ma go  obok.
Kochamy Was. Wszyscy kochamy naszych bliskich. Ale nikt nie znosi obsesji. Nie bądźcie obsesją. Od takich prezentów się ucieka.

 

2 thoughts on “TOP 10 rzeczy, których nigdy nie kupuj artyście

  1. Niezły tekst 😀
    Będę pamiętać Mistrzunio … 😀

    Ale co do karmy…
    I jej jakości mógłbyś sie zdziwić…
    Skład jest tragiczny… ( pisząc tu o karmach marketowych typu Chapi, Floric, Purina… i etc…)
    I w tym przypadku chyba w parowkach jednak jest mięsa ciut wiecej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.