Nie planuję, bo i tak nic z tego nie wychodzi.

To najczęstszy tekst, jaki słyszę, gdy pytam ludzi, czy mają noworoczne postanowienia, czy spisali sobie plan na kolejny rok, czy w ogóle wiedzą, co chcą w tym roku zrobić lub osiągnąć.

Po co?

Właśnie. Po co cokolwiek planować, skoro nikt nie jest w stanie przewidzieć, co będzie jutro, nie mówiąc już o tym, co się wydarzy i gdzie będziemy za trzy, czy sześć miesięcy? Pięć, dziesięć lat? Ja Wam powiem, gdzie będzie większość ludzi nawet za lat dwadzieścia. Dokładnie w tym samym miejscu, w którym są dziś. Może zmienią mieszkanie, może samochód. Zapewne dojdzie drugi czy trzeci kredyt. Może zmienią lodówkę i pralkę. Zapewne zmienią jakieś nieistotne szczegóły, ale nigdy stylu życia. Dlaczego? Czy nie chcą żyć lepiej, pełniej, mocniej? Chcą. Każdy chce. Ale większość na tym poprzestaje. Mała garstka spróbuje coś osiągnąć, a jeszcze mniejsza garstka faktycznie coś osiągnie. Zauważcie ilu ludzi jest znanych, ilu naprawdę bogatych, ilu ma piękny dom i jeździ naprawdę porządnym autem? Powiecie, że pieniądze, sława, bogactwo nie są tak ważne? OK. To inaczej. Ilu ludzi jest naprawdę szczęśliwych? Ilu mieszka tam, gdzie mieszkać chcą, robią to, co kochają, mogą powiedzieć, że niczego im więcej nie potrzeba? Nie potrzeba więcej pieniędzy, więcej czasu, więcej spokoju?

Przejdźcie się po ulicy i posłuchajcie. Ludzie narzekają na rząd, na polityków, na księży, na szefa, na dziecko, na matkę,  na psa sąsiada, na pogodę, na tego debila pod dziewiątką, który od dwóch tygodni wierci coś w ścianie… Ilu znacie ludzi, których zapytacie: „Co u Ciebie?”, a ten jak idiota powie: „Super! Ależ miałem dziś super dzień!”?

Otóż tacy idioci to jednostki, wręcz na wymarciu. Jednostki, które mają takie życie, o jakim marzą miliony innych. A dlaczego takie mają? Trafiło im się? Spadło z nieba? Odziedziczyli po babci? Otóż nie! Zwyczajnie to sobie zaplanowali! Zaplanowali, że będą mieli piękne życie. To była ich świadoma decyzja. Nie wierzycie? Śmiejecie się? To dość powszechne, że masy śmieją się z ludzi, którzy otwarcie mówią, że mają marzenia i będą je realizować. Ale wiecie co? Ostatnio przeraziła mnie wypowiedź jednej Pani na FB, która wspomniała o tym jak ciężko jest żyć z emerytury w wysokości 650 zł, jaką co miesiąc otrzymuje. Uważam wręcz, że życie za taką kwotę jest praktycznie niemożliwe. Z wielu względów. Ale nie o nią mi teraz chodzi, ale o sam fakt, o którym wspomniała. Śmiejemy się z ludzi, którzy są marzycielami ale mówimy swoim dzieciom: ucz się, zbieraj dobre oceny, znajdź pracę, najlepiej w urzędzie bo to prestiż i bezpieczeństwo. A potem co? Jak dobrze pójdzie to szczęśliwie dożyjecie do emerytury. Tak, tak. Tej za 650 zł. Uważacie to za poważne? Za sposób na życie? Będziecie naprawdę szczęśliwi?

Ja wolę swoje życie zaplanować inaczej. I dziś po raz kolejny usiądę nad kartkami kalendarza i rozpiszę plan na cały rok.

Wiecie dlaczego? Bo życie naprawdę, w pewnym sensie, jest bardzo proste, ale my komplikujemy je uważając, że to zbyt piękne aby było prawdziwe. Prawda jest jednak taka, iż to, co działa w małych rzeczach – działa również w wielkich.

Dam Wam bardzo prosty i życiowy przykład, abyście mnie dobrze zrozumieli.

Życie jest jak podróż. Słyszeliście o tym, prawda? A ja to jeszcze bardziej uproszczę. Życie jest jak wypad do sklepu. Gdy czegoś chcecie lub potrzebujecie – wybieracie się, by to kupić. Jedne sklepy są bardzo blisko, zaraz za rogiem, wystarczy założyć  buty, przejść kilka kroków i już. Inne sklepy są dość daleko. Na piechtaka nie da rady. Zatem planujecie podróż. Trzeba wyznaczyć dzień, w którym macie wystarczająco wolnego czasu, musicie wybrać środek transportu – rower, autobus, taksówkę, samochód, samolot – co tam chcecie. Opcji jest mnóstwo. I teraz najważniejsze. Macie wszystko zaplanowane. Załóżmy, że wybraliście samochód. Ale posialiście gdzieś kluczyki. Rezygnujecie? Nie. Szukacie ich, potem wychodzicie z domu i wsiadanie do samochodu. A tam okazuje się, że w baku rezerwa. Rezygnujecie? Nie. Jedziecie najpierw zatankować. A na stacji wszystkie dystrybutory zajęte. Rezygnujecie? Nie! Trochę dłużej poczekajcie, ale za chwilę macie paliwo w baku. Ruszajcie dalej. Był wypadek na trasie, droga zamknięta. Rezygnujecie? Nie. Jedziecie dalej objazdem. No i w końcu  dojeżdżacie do sklepu. Tylko, że cały parking zajęty. Rezygnujecie? No pewnie, że nie! Szukacie innego, nieco dalej. Trochę trzeba będzie przejść na nóżkach, ale wreszcie kupicie to, co jest Wam potrzebne. Z życiem jest rak samo. Możecie je zaplanować i uparcie dążyć do celu. Będą się pojawiać przeszkody, trudności, niespodzianki – to zupełnie normalne. Jednak, tylko ci, którzy nie zrezygnują – dojadą do celu. Tylko ci, którzy podróż zaplanują, będą wiedzieli, w którą stronę jechać. Jeśli nie wiesz, do jakiego sklepu jedziesz – nigdy do niego nie trafisz!

I w ostatnich słowach wrócę do tytułu dzisiejszego wpisu.

Są ludzie, którzy nie planują niczego, bo i tak nigdy im to, co zaplanują, nie wychodzi.

Marnują swoje życie, ponieważ  nie rozumieją, że… właśnie o to chodzi. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się zdarzy po drodze, ale tylko Ci, którzy wyznaczyli kierunek – mają możliwość do celu dotrzeć. Inni pałętają się po ulicach to tu, to tam, włażąc do przypadkowych sklepów. Może coś im się trafi.

Pewien milioner, w rozmowie z dziennikarzem powiedział: „9 na 10 spraw, które planuję nie wychodzi mi, ale ta jedna czyni mnie milionerem”.

12 thoughts on “Nie planuję, bo i tak nic z tego nie wychodzi.

  1. A ja nie planuję, po prostu, podążam za głosem serca i realizuję to, co mi w danym momencie w duszy gra a o czym jeszcze nie myślałam na przełomie roku. Powiem więcej, odkąd przestałam planować, realizuję się bardziej. I lepiej mi się żyje.

    1. A ja planuje. I się nie chwałę co dopiero się pochwałę jak wyjdzie…:)mam specjalne miejsce na takie zapiski jedno mogę zdradzić nie będę się przejmować chamskimi odzywkami.jesli komuś nie pasuje mój stylko życia niech zobaczy na swój i go zmieniać. Każdy ma własny sposób na życie agd rtv tylko ułatwiają życie a żeby być szczęśliwym trzeba zmienic coś w sobie by lepiej się wiodło nie patrzechce na innych bo oni to mają a ja całe życie taki jestem biedny i umrę biedny..albo gonie za czymś czego nigdy nie dostanie..

  2. Dodałabym jeszcze kilka zdań. Po pierwsze,trzeba uwierzyć w siebie i swoje możliwości i właściwie od tego powinno się zacząć.Jeśli ktoś był przez całe życie utwierdzany w przekonaniu,że do niczego się nie nadaje i nic z niego nie będzie,to ktoś taki sukcesu nie osiągnie,dopóki nie wyleczy swojej duszy. Po drugie,w tych postanowieniach człowiek musi być szczery sam ze sobą,bo co z tego,że coś tam sobie postanowimy,zaplanujemy,wpiszemy w kalendarz,jeśli w podświadomości tkwi ten kołek,że tego i tak nie zrobimy? ZONK! No i po trzecie,dla tych co to ciągle są w depresji i ciągle mają pod górkę : nie ma sytuacji bez wyjścia,bo te zawsze są dwa i to zawsze powtarzam i powtarzać będę.Jendno z czym się nie zgodzę,to stwierdzenie,że każdy może osiągnąć cel…..moim zdaniem nie każdy,są różni ludzie,tacy inni od siebie,z innymi bagażami życiowymi,z inną wrażliwością i innym postrzeganiem świata.Niektórzy tego najzwyczajniej w świecie nie potrafią. Tak jak niektórzy nie potrafia skoczyć na bungee .Ale to tylko moje zdanie 🙂

    1. Tak, tak. Masz rację. Bardzo uogólniam, bo w jednym poście nie da się wszystkiego zawrzeć, świat nie jest czarno-biały. Jeszcze nie raz ten temat poruszę, aczkolwiek fundament jest taki, że aby gdzie dotrzeć, trzeba podróż zaplanować, oznaczyć cel i ruszyć do niego dupę. Inaczej zdajemy się na ślepy los. Oczywiście, są osoby, które nie mogą wiele lub nawet nic zrobić. Ale ja pisze o całej reszcie, która ma możliwość, jest zdrowa, ma ręce i nogi tylko dupę ze ciężką.

      1. Znasz mnie trochę i wiesz,że wściubiam swój nos w różne historie i naprawdę znam tych historii trochę. W tych czasach świat jest bardzo brutalny i aby dotrzeć na te upragnione zakupy do konkretnego sklepu,trzeba mieć bardzo mocną psychikę,czyli tzw.twardą dupę. A nie wszyscy,nawet ci zdrowi i silni ją mają.Znam ludzi,którzy mieli dużo,mieli domy,firmy itd. Dziś zostali z niczym,nie dlatego,że interes się nie kręcił,ale że zabrakło im wiary w siebie,wypalili się. Inni mieliby nawet szansę zrobić coś fajnego,nie robią,dlaczego? Są za słabi,nie mają oparcia ani w rodzinie,ani w znajomych,mają za sobą różne przeżycia,które ich totalnie zmiażdżyły,a odbudować siebie od środka wcale nie jest łatwo. Ale jest też tak,jak piszesz,że gro osób nie robi nic,bo właśnie po co? Tego nie zmienisz. Pisz plan i zapełniaj terminarz,bo Ty znajdziesz jeszcze sklep dużo lepiej zaopatrzony,niż ten z początkowych założeń i choć będziesz do niego szedł piechotą,w deszczu,śniegu i pod wiatr,to dojdziesz .Ja w to wierzę i ja to wiem. Ten 2018 rok będzie dopiero rozbiegiem w przyszłość.Życzę Ci tego z całego serca,bo kto jak kto,ale Ty to potrafisz 🙂

        1. Wiesz, Ania, ja uważam, że wyłączając ludzi chorych obłożnie i upośledzonych czy to psychicznie czy fizycznie – każdy żyjący w wolnym kraju – jest odpowiedzialny za swoje życie. To oczywiste, że wszystkim nam zdarzają się różne rzeczy złe i dobre, wszyscy doświadczamy większych lub mniejszych tragedii, ale to my decydujemy jak na nie zareagujemy i co zrobimy potem. To temat na książkę, a nie na pojedynczy wpis, ale jeśli ktoś mi mówi, że nie ma szansy się wybić, bo jest za niski, za gruby, za chudy, bo pada deszcz, bo żyje na wsi, bo ma zły dzień, bo cholera jedna wie co jeszcze, to jest zwyczajnym śmierdzącym leniem. Wiem co mówię, bo sam to przerabiałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.