Sukces. Czym jest i czy każdy może go osiągnąć?

Tak. Zdecydowanie każdy może go osiągnąć. Ośmielam się tak twierdzić na podstawie definicji sukcesu: „działanie na najwyższym poziomie możliwości jednostki, w kierunku spełnienia jej marzeń i pragnień przy jednoczesnym zachowaniu równowagi pomiędzy wszystkimi płaszczyznami życia.” – Wikipedia.

W poprzednim wpisie mówiłem o planowaniu. Ja co roku robię plan, takie noworoczne postanowienia spisane w kalendarzu, opatrzone datami i cyferkami. Potem planuję każdy miesiąc, tydzień i nawet dzień. I każdemu to zalecam, bo to najprostsza droga do osiągnięcia swych celów. Dlaczego? Ano dlatego, że… W zasadzie każdy z nas mniej-więcej wie, co chce od życia i generalnie staramy się iść w kierunku tego światełka. Jednakże w życiu pojawiają się przeszkody, przeszkadzajki, potykacze i zapominacze. Załóżmy, że chcę w życiu być znanym artystą. Zakładam sobie konto na FB, Instagramie, Snapie i wszelkim innym badziewiu, pokazuję tam swoje prace. Załóżmy, że ludziom się podoba. Rysuję codziennie jedną pracę i ją publikuję. Grono fanów wzrasta. Do czasu. Pewnego dnia statystyki zatrzymują się, a potem zaczynają spadać. Liczba polubień leci na łeb na szyję. A w dodatku, ktoś napisał w komentarzu, jakie to ja chłamowate dzieła tworzę. Wówczas pojawiają się wątpliwości. Czy aby ja w ogóle mam jakiś talent? No, przecież gdybym miał, to taka sytuacja nie miałaby miejsca… Kurde, co tu zrobić? Może zająć się czymś innym? Myślę jeden dzień, drugi, a statystyki spadają. Wchodzę na profil Pani XX,  której liczba fanów to 60 tysięcy, pod każdym postem kilka tysięcy polubień. Hmmm… Ja się chyba do tego nie nadaję…

To taki pierwszy z brzegu banalny przykład, ale sytuacje tego typu powtarzają się systematycznie. Wprowadzają straszny zamęt. Trwają z reguły klika dni, czasem tydzień. Jeśli mamy dobrze ułożony plan, wiemy gdzie chcemy dotrzeć i jak, to takie dni nie zrobią na nas wrażenia. W przeciwnym razie tracimy z życiorysu tydzień czasu, w którym Pani XX zdobyła kolejnych fanów i wykonała 7 pięknych prac. Za chwilę jeszcze do tego wrócę, chciałem tylko nadmienić, że dobrze ułożony plan na życie pokazuje nam co, jak i kiedy mamy robić. Tak jest łatwiej.

Oczywiście, są ludzie, którzy tego nie potrzebują. To urodzone rakiety, które od pierwszych chwil są nakierowane na określony cel zakodowany w mózgu i przez całe życie paliwo im się nie kończy. Podziwiam ich. Wstają o czwartej i z uśmiechem na twarzy, z prędkością wiewiórki, robią wszystko, co powinni. Nie zastanawiają się jak i co, po prostu robią wszystko. To taki dar niebios. Każdy ma jakiś dar, a oni właśnie dostali umiejętność dążenia do celów, jakie tylko sobie wymyślą. To jednak jednostki. Bez planu jesteśmy jak statek bez żagli. Dryfujemy tam, gdzie nas woda poniesie.

I oczywiście są ludzie, którzy nawet z najdoskonalszym planem nie dojdą nigdzie. Nie osiągną żadnego celu. Dlaczego? Parafrazując Bridget Jones – jedni przeżyli jakąś katastrofę, stracili rodziny i domy, niektórzy muszą mieszkać na ulicy, a jeszcze inni są po prostu beznadziejni. Tak, moi Drodzy,są ludzie, którzy nie są w stanie zdobyć w życiu tego wszystkiego, o czym marzą ze względu na wrodzone czy choroby, katastrofy życiowe, wypadki, czy też żyją w krajach ogarniętych wojną. Takim ludziom musimy pomagać. Ale są też tacy, którzy nie dojdą do niczego, bo są zwykłymi łajzami. Nie chce im się podejmować żadnego wysiłku. Jednym z tym dobrze, kupują browara i całymi dniami gapią się na Kiepskich w telewizji. Inni wynajdą tysiąc powodów, dla których nie mogą nic zrobić. Są za młodzi, za starzy, za grubi, za chudzi, nie mają wykształcenia, nie znają się na czymś, nie mają auta, nie mają komputera, boli ich ręka, mieszkają na wsi, mają dzieci, nie mają dzieci i tak w nieskończoność.

Wszystkim tym, którzy pieprzą takie bzdury – polecam poczytać o takich ludziach, jak: Nick Vujicic czy Steven Hawking.

Zapoznajcie się z ich życiorysem, poczytajcie o tym, co robią i jak robią, i jeśli znajdziecie jeszcze jakąś wymówkę, to będzie oznaczało, że jesteście zwykłymi nieudacznikami i leniami.

Gdy na nich patrzę, myślę, że mało jest rzeczy niemożliwych, a jeśli są to wyłącznie dla osób całkowicie sparaliżowanych i upośledzonych umysłowo jednocześnie, i uważam, że tym bardziej, jeśli do tej grupy nie należymy, powinniśmy ruszyć ciężką dupę z fotela i przestać narzekać. Tym bardziej powinniśmy od siebie wymagać. Tym bardziej powinniśmy stawiać sobie jak najwyższe cele. Takie, które wydają nam się nieosiągalne. My, którzy żyjemy w miarę wolnym kraju, mamy zdrowy umysł – czego niby nam brakuje?

Wracając do sukcesu. Tak, każdy może go osiągnąć, a to dlatego, że jest to „działanie na najwyższym poziomie możliwości jednostki”. Jeśli, zatem, dla osoby sparaliżowanej najwyższym poziomem działania jest mruganie, to codziennie swój sukces osiąga. Dla każdego sukces jest czymś innym. Uli ludzi na świecie, tyle poprawnych definicji sukcesu. Jeśli dla idioty na kanapie, najwyższym osiągnięciem jest przełączenie na „Zdrady” – to swój sukces osiągnie.

A co może być sukcesem dla każdej, przeciętnej, w miarę zdrowej jednostki? Wszystko. WSZYSTKO. Marzy Ci się zostać Miss Universe, chociaż masz krzywy nos i 1,55 m na szpilkach? Myślisz, że to niemożliwe? Obejrzyj poprzednie konkursy. Nie takie wygrywały. Marzy Ci się mieć największą firmę na świecie chociaż nie znasz angielskiego, robisz błędy i jąkasz się od urodzenia? Poczytaj biografie największych przedsiębiorców w historii. Marzy Ci się, tak jak mi, jeździć Mustangiem? A co w tym trudnego?

Kochani, gdy ktoś na świecie mówi, że coś jest niemożliwe, ktoś inny gdzieś na świecie właśnie to robi!

Jest bardzo prosta metoda na osiągnięcie większości celów. Ale to temat na osobną notatkę.

 

 

7 thoughts on “Sukces. Czym jest i czy każdy może go osiągnąć?

  1. Grząski grunt p.Wieliczko. Ciekawe ile osób Rhonda Byrne i podobni jej piewcy „Sekretów” poprowadzili od chwilowego hurraoptymizmu do permanentnej depresji? Nie obiecuj pan tytułów Miss Universe i największych firm na świecie, bo komuś się może w głowie pomieszać. Może by wypadało wspomnieć o tym ile potu trzeba wylać i poświęcić czasu żeby osiągnąć cel. Myślenie tylko o nagrodzie, a nie o cierpieniu, które na pewno przyjdzie pierwsze w drodze do jakiegokolwiek celu to chyba w innym kierunku prowadzi.. Zgadzam się, że młodzi, sprawni ludzie stojący pod blokiem z puszką piwa to łajzy.. to są ludzie nastawieni wyłącznie na nagrodę bez podejmowania wysiłku. Najpierw może trzeba położyć coś na szalę np. „strefę konfortu”

    1. Nie wyciągałbym o mnie wniosków na podstawie jednego tekstu. To o czym piszę należy traktować jako fragmenty całości, a nie wyrywkowo brać i wpisywać hasła na transparenty. Ja tu pisze o nastawieniu, a nie o tym, że samo pozytywne myślenie jest w stanie sprowadzić cuda do naszego życia. Niczego nie obiecuję, ale twierdzę z pełnym przekonaniem, że myślenie kreuje w pewnym sensie nasze otoczenie, otwiera oczy na mozliwości i przyswajanie wiedzy. Ciężka praca jest tym, dzięki czemu sukces w życiu możemy przyjąć, ale najpierw nasze nastawienie powinno unieść nasz tyłek z owej strefy komfortu. Rozmyślanie nad tym, czego nie mogę prowadzi wyłącznie w dół. Jesli kogoś nie stać na to, bo spojrzeć z optymizmem w przyszłość i uwierzyć we własne marzenia – lepiej, żeby pozostał na fotelu, bo wysiłek, jaki go czeka po drodze z całą pewnością go zabije.

  2. Mądry tekst. Myślę, że moja niepełnosprawność w dużej mierze sprawia, że wymagam od siebie więcej i robię więcej… Nieustannie mam plan, który realizuję. Oczywiście – nie jest łatwo, ale nikt nie obiecywał, że będzie. Są chwile zwątpienia, załamania, rezygnacji… Ale szybko się zbieram „do kupy”; uświadamiam sobie, że tylko ja jestem odpowiedzialna za swoje życie…
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Powiem tak: możemy nic nie robić całe życie ale starać się zrobić wszystko. I w jednym i w drugim przypadku spotkają nas problemy. Ale w tym drugim przypadku przynajmniej istnieje szansa, że coś osiągniemy. Dlatego, jeśli i tak problemy nas dopadną, to lepiej chociaż mieć świadomość, że robimy to, co chcemy, żyjemy pełną piersią i idziemy w stronę własnych marzeń, a nie ochłapów jakie rzuci w nas świat. Pozdrawiam i podziwiam j

      1. Dokładnie tak! Przynajmniej mamy poczucie, że zrobiliśmy wszystko, by żyć lepiej, szczęśliwiej, by się spełniać – i zwykle rzeczywiście ten wysiłek się opłaca 🙂 Uporem, ciężką pracą – jesteśmy w stanie bardzo wiele osiągnąć. Zwykle żałuje się tego, czego się nie zrobiło aniżeli że coś się zrobiło… Więc polecam – zakasać rękawy i działać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.