Zakładać działalność czy nie?

Każdemu, kto zdaje mi takie pytanie, a kilku osobom się to przytrafiło, odpowiadam: ZDECYDOWANIE NIE! ABSOLUTNIE! BROŃ BOŻE!
A potem ze szczera ciekawością patrzę na miny takich osób, gdy następuje chwila konsternacji, a potem bełkotliwe: „Aale… jak to? P… Przecież…”
No, właśnie. Jak to? Ja – zwolennik działania na własną rękę, przeciwnik etatów, pogromca wygodnych posad mówię, żeby nie zakładać działalności?
Dokładnie tak.
W poprzednim wpisie, który znajdziecie tutaj:  Zmiany w ZUS kulą samobójczą dla państwa czy bramką dla „szarej strefy”?  

mówiłem Wam o wątpliwym udogodnieniu, jaki szykuje nam ZUS, które w dużym skrócie traktuje o tym, iż niekoniecznie trzeba już mieć działalność gospodarczą, by móc sprzedawać czy oferować usługi poniżej pewnej granicy przychodu. Udogodnienie to jest na tyle wątpliwe, że wszystkim osobom, które zadają mi pytanie, jak w tytule dzisiejszego wpisu, mówię serdecznie: Idźcie i nie grzeszcie więcej, skorzystajcie z szubienicy, jaką zbudował Wam ZUS.

Nie pytajcie, dlaczego taki ze mnie cham, ale zapytajcie sami siebie, dlaczego chcecie zniszczyć sobie życie?
Tak. Uważam, że jeśli ktoś pyta mnie, czy warto założyć własną działalność, to jest na prostej drodze do samodestrukcji a może i do zniszczenia całego swojego otoczenia. Dlaczego nie pytacie mnie, czy warto włożyć skarpetki? Czy założyć dziś spodnie? A może chodzić bez? Czy warto rozglądać się przed wejściem na ulicę? A może zamknąć oczy i iść? Może jakoś się uda?

Jeśli nie wiecie, czy iść do pracy, czy pracować dla siebie, to zdecydowanie – idźcie do pracy! Bez wahania. Jeśli nie ma w Was tego wyrywającego serce, krzyczącego z głębi duszy CHCĘ!!! to nie zawracajcie sobie głowy czymś takim, jak własny biznes. Jeśli nie budzicie się co rano z palącą potrzebą zrobienia czegoś ze swoim życiem, z pożerającym spokój nieustającym pragnieniem zmian – to idźcie do biura, fabryki, na kasę w markecie, czy gdziekolwiek, gdzie szef jak co rano rozdzieli zadania do wykonania.
Nie zrozumcie mnie źle. Praca na etacie jest OK, jest cholernie potrzebna światu, bez etatowców cały nasz glob stanąłby w miejscu. Ci ludzie będą świętymi, jestem pewien. Chodzi mi tylko o to, że decyzja o rozpoczęciu lub nie pracy na własną rękę nie może wynikać z loterii, rady kogoś drugiego, trendu, możliwości uzyskania dofinansowania czy z ciasteczka z wróżbą. Dlaczego nie? Ano dlatego, że jeśli w ten sposób podejmiecie taką decyzję, to daję Wam dwa lata, góra cztery i będziecie przeklinać dzień, w którym taki pomysł w ogóle przyszedł Wam do głowy. Dzień w dzień będziecie walczyć z milionem problemów, z klientami, którzy chcą wciąż taniej i lepiej, z rosnącymi rachunkami, z księgową, z urzędami, które bez ustanku będą szukać dziury w całym, z pracownikami, którzy siedzą na fejsie zamiast dla Was pracować, z programem do faktur, co to nagle postanowił skasować wszystkie dane, z kurierami, którzy nie dowieźli na czas materiałów. Będziecie wciąż chodzić w nerwach, w stresie, ciągle w pośpiechu. A wiecie, co jest najgorsze?
Coś Wam opowiem.
Gdy odchodziłem z mojej ostatniej pracy etatowej, moja szefowa usiadła obok mnie i z matczynym spojrzeniem powiedziała: „Krzysztof, czy Ty na pewno wiesz co robisz? Czy Ty wiesz, że gdy będziesz miał naprawdę kiepski dzień, walące się terminy, urzędy na karku, kontrole, a jakiś durny klient wygarnie Ci, jak spaprałeś jego zlecenie – Ty nie będziesz mógł nawet pierdolnąć drzwiami w domu i ponarzekać na cholernego szefa?”. Wybaczcie dosadność, ale tak to dokładnie brzmiało.

Tak, Kochani. Tak wygląda rzeczywistość. To ciągła i nierówna walka z problemami, które należy od ręki rozwiązywać. I jeśli decyzja o rozpoczęciu działalności nie wypłynie z Waszego serca, z Waszej własnej potrzeby, z wiary w to, że to jest właśnie TO – wówczas frustracja przyjdzie szybciej, niż Wam się wydaje. Jeśli wahacie się, czy to zrobić, to tego nie róbcie. Własna działalność to nie praca, to styl życia. Jeśli tego nie kochacie, jeśli tego nie pragniecie, jeśli o tym nie śnicie – to nie jest dla Was.
I oczywiście – można skorzystać ze wspaniałej propozycji ZUS`u i nic nie rejestrować, tworzyć sobie coś tam i sprzedawać nie przekraczając 1000 zł. Tylko powiedzcie mi po co? Po to, żeby dorobić sobie do pensji? Zarywać noce, by niewyspanym iść rano do pracy? Czy aby ten tysiąc jest tego warty? Czy nie uważacie, że za rok, dwa przestanie Wam to wystarczać? Wartość pieniądza spada szybciej niż podwyżki płac, więc wcześniej czy później przyjdzie ten dzień, gdy zostawicie to wszystko w cholerę. ZUS, w tej pięknej ustawie, nie daje Wam możliwości, wolności, ale nakłada na Was ograniczenie, a to spora różnica. To paskudna ułuda. To nic innego, jak etat z wyznaczoną pensją, ale z większym zakresem obowiązków. To nawet gorsze niż etat, bo w pracy Wasz szef zapłaci Wam taka kwotę, poniżej której nie zgodzicie się pracować przez określoną ilość czasu. Państwo, natomiast, mówi Wam: „Możecie pracować sobie do woli, ale za określoną kwotę”. Czujecie tę subtelną różnicę? Przyzwyczaja Was w ten sposób do minimalnych wymagań wobec życia.
Zastanówcie się przez chwilę, po jakiego grzyba w ogóle otwiera się własną firmę? Czy po to, żeby „coś tam” zarobić? Czy może po to, by wciąż się rozwijać, rozrastać, powiększać możliwości i dochód?

Własna firma jest dla tych szaleńców, którzy kochają szukać rozwiązań, którzy wciąż zadają pytania „jak?” i „dlaczego?” a nie „za ile?”. Dla tych wykolejeńców, którzy gotowi są słuchać własnej intuicji zamiast krzyku tłumów i pragną wciąż wzrastać, uczyć się, przeć naprzód. Bez względu na to, co mówią pozory, ludzie i stereotypy. Dla tych, których kanapa przed telewizorem gniecie w tyłek, dla których ADHD nie jest chorobą lecz darem niebios. Dla których marzenia to nie mrzonki ale cele. Własna firma jest dla Was, jeśli gotowi jesteście oddać wszystkie pieniądze, by te pieniądze móc zarabiać…

Na koniec, jako podsumowanie, niech mi będzie wolno przytoczyć tekst reklamy firmy Apple z roku 1997, która w pełni wyraża to o czym dziś piszę. I za Was – za tych, którzy podejmujecie decyzję o kierowaniu własnym losem – wznoszę dziś toast.

„Za tych, co szaleni. Za odmieńców. Buntowników. Awanturników. Niedopasowanych. Za tych, co patrzą na świat inaczej. Oni nie lubią zasad. Nie szanują status quo. Można ich cytować, można się z nimi nie zgadzać; można ich wysławiać, można ich zniesławiać. Ale jednego nie można zrobić – nie można ich ignorować. Bo to oni zmieniają świat. Popychają ludzkość do przodu. I choć niektórzy mogą widzieć w nich szaleńców, my dostrzegamy w nich geniusz. Ponieważ to ludzie wystarczająco szaleni, by sądzić, że mogą zmienić świat… są tymi, którzy go zmieniają.”

Think different 1997, tłumaczenie pochodzące z biografii „Steve Jobs” Waltera Isaacsona

 

6 thoughts on “Zakładać działalność czy nie?

  1. Fajny wpis, skłaniający do myślenia.
    Powiem Ci, że myślę nad własnym DG z rękodziełem (biżu z sutaszu i biżu z kryształkami Swarusia prawie lub w ogóle nie dostępnymi w PL) Tylko mnie przerażają przepisy (nawet jak będzie księgowa ) i wysokie koszta. Czekam aż wejdzie ustawa o „nie rejestracji” by obczaić czy mój pomysł się przyjmie. Obecnie zakładanie firmy nie posiadając klientów czy zaplecza finansowego to jest jak strzał prosto w serce.

    1. Tak. Taka furtka od ZUSu może być rodzajem zabezpieczenia na start, ale przede wszystkim nakłaniać do myślenia, że ma się udać! Nie zobaczymy. Nie spróbujemy. To ma wyjść! Jak nie tak to inaczej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.